Longi dookola swiata
Longs around the world

5 kontynentów w 5 miesięcy

 

 Podróż

Jeśli wybierasz się w podróż niech będzie to podróż długa
wędrowanie pozornie bez celu błądzenie po omacku
żebyś nie tylko oczami ale także dotykiem poznał szorstkość ziemi
i abyś całą skórą zmierzył się ze światem

Z. Herbert

POMYSŁ

Od dwóch lat jesteśmy szczęśliwym małżeństwem, a nie byliśmy w porządnej podróży poślubnej! Byliśmy „w podróżach”, „po ślubie”, – ale albo nie razem, albo na krótko…, więc to chyba się nie liczy, prawda? Nie mogąc pogodzić się z takim niedopuszczalnym stanem rzeczy (cóż byśmy kiedyś wnukom opowiadali?), postanowiliśmy go zmienić. Jako że zaś Clong ma manię gigantyzacji wszelkich przedsięwzięć, natomiast Mlong nie robi niczego ni to połowicznie, ni to na skróty, zakiełkował w naszych głowach obraz podróży idealnej: dalekiej, długiej i intensywnej.

Najpierw sobie żartowaliśmy, potem marzyliśmy, potem planowaliśmy… Pewnego dnia powiedzieliśmy sobie: „czemu nie”!? Aż wreszcie postanowiliśmy: jedziemy w podróż dookoła świata. A jak wiadomo: chcieć - znaczy móc. To znaczy… chyba. Oby.

TRASA

Lawina przygotowań ruszyła. Najpierw jako mała kulka wyboru trasy. Co chcielibyśmy zobaczyć? Afrykę, Amerykę, a w zasadzie to obie Ameryki, Azję: Północna, Południową, Południowo – Wschodnią. W sumie Bliski Wschód też, koniecznie. No i Australię, Nową Zelandię. A ta kropka o tu? Wyspy Cooka? No tak, też, nie można pominąć. Jak jechać to jechać!

 

Później nastąpiła weryfikacja marzeń z rzeczywistością. Po wzięciu po uwagę budżetu (pasa dociskamy jeszcze bardziej, auć!) i czasu (praca, w której szkoda, że nie mamy zaległego urlopu z jakichś 15 lat; studia, które wypadałoby kiedyś w końcu jednak skończyć) wyznaczyliśmy priorytety i odłożyliśmy część celów na kiedy indziej.

To co na pewno chcemy odwiedzić tym razem to Ameryka Północna, Afryka i Azja Południowo – Wschodnia. Reszta trasy ukształtowała się jakoby mimochodem, dzięki przewoźnikowi, u którego postanowiliśmy zakupić bilety lotnicze (Travel Nation). Najtańsze (a w naszym przypadku najtańsze = najbardziej pożądane) trasy dookoła świata ustalone są bowiem z góry, choć niewątpliwie jest z czego wybierać. Bardzo miło zaskoczył nas ponadto fakt, iż wszystkie loty są lotami bezpośrednimi i to całkiem przyjemnymi liniami: Virgin, Singapore Airlines i Air New Zealand.

Oprócz kluczowych połączeń samolotowych, poruszać będziemy się głównie miejscowym transportem, tudzież korzystać z uprzejmości lokalnych kierowców (autostop, agencje „arranged lifts”).

Ostatecznie trasa będzie wyglądać następująco:

 Kraków > Limerick > Londyn > Johannesburg > Singapur > Auckland > Rarotonga > Los Angeles > Londyn > Limerick > Kraków.

Kraków > Limerick > Londyn > Johannesburg > Singapur > Auckland >

Rarotonga > Los Angeles > Londyn > Limerick > Kraków.

 Wyruszymy 02 czerwca 2009 z Krakowa.

Limericku w Irlandii zabawimy około 10 dni, później odwiedzinyLondynu i 15.06 wielki początek etapu Afrykańskiego. Lądujemy wJohannesburgu w Republice Południowej Afryki, gdzie mamy zamiar spędzić około miesiąca. Być może odwiedzimy w tym czasie równieżNamibię. W połowie lipca wylatujemy z RPA w kierunku Singapuru. W ciągu dwóch miesięcy w Azji Południowo – Wschodniej planujemy zawitać do Wietnamu, Laosu, Kambodży, Tajlandii i Malezji. Kolejny przystanek to Nowa Zelandia, gdzie zostaniemy 2 tygodnie. Następnie 10 dni w stolicy Wysp Cooka, rajskim Rarotonga na południowym Oceanie Spokojnym w Polinezji. Dalej, po długim locie nad Pacyfikiem, lądujemy w Los Angeles, skąd przez Kalifornię, Nevadę, Arizonę przejedziemy do Utah i z powrotem. Z początkiem listopada wracamy do Europy: ponownie przez Londyn iLimerick do punktu wyjścia - czyli do Krakowa.

Tak wygląda plan.  A dokąd naprawdę poniosą nas nogi i serca, to się jeszcze okaże… 

FORMA

Dalej planowanie zaczęło toczyć się z zawrotną prędkością i przybierać coraz pokaźniejsze wymiary wielkiej kuli śniegu, lawiny sprawunków, metrowych list załatwień i ton rzeczy absolutnie niezbędnych.

Udało nam się obojgu wygospodarować pół roku czasu wolnego od pracy i studiów. Co za szczęście! Wszystko zaczęło do siebie pasować, już nie po raz pierwszy, jak puzzle naszego przeznaczenia.  

 

Co do formy podróży zawsze byliśmy pewni, na czym zależy nam najbardziej: na poznaniu nowych kultur z jak najbliższej perspektywy. Oczywiście nie łudzimy się, iż jest to do końca wykonywalne w roli turysty, będziemy jednak robić co w naszej mocy, by poznać życie miejscowych „zwykłych (i niezwykłych) ludzi”. Mamy zamiar skorzystać w tym celu z takich możliwości jak: Couch Surfing, wolontariat, Home / Family Stay, co umożliwi nam przebywanie wśród lokalnych mieszkańców.

Plus co tam się po drodze nawinie…

ZDROWIE

Wszystkie konieczne szczepienia na szczęcie mamy ważne jeszcze z ostatnich wyjazdów (WZW A, WZW B, błonica, tężec, polio, dur brzuszny, wścieklizna). Zastanawiamy się jedynie nad wyborem profilaktyki antymalarycznej. A to twardy orzech do zgryzienia, oj twardy. Będziemy zażywać któreś z tabletek, decyzja co do wyboru jednak jeszcze nie zapadła.

EKWIPUNEK

Z „osprzętu” zabieramy tylko najpotrzebniejsze rzeczy. Co do ubrań, wiemy dobrze, iż kupić w razie potrzeby można po drodze niemal wszystko i to w wielu przypadkach za grosze (tudzież aty, seny, satangi). Przygotowujemy się więc głównie na porę deszczową w Azji i trekking. Poza tym apteczka, jakieś kosmetyki, śpiwory, aparaty. Reszta to już naprawdę drobiazgi, jakaś ich… setka. No najwyżej dwie! Ale w dwóch plecakach na pewno się zmieścimy. Musimy. Clong ma plecak oooogromnaśny, jako że sam taki jest. Mlong jest zaś mistrzem w upychaniu bagażu, więc… jakoś to będzie. W końcu ileż rzeczy może być potrzebnych na pół roku!? Phi! Garstka… Taka porządna, przemyślana, kompaktowa garsteczka.    

CO JESZCZE?

Na ten moment wydaje nam się, iż pomyśleliśmy już o wszystkim. Codziennie nam się tak wydaje. Potem tylko jeszcze to i tamto dodajemy do listy - jako punkt ostatni, ostaniusieńki. Już trochę tych „ostatnich” się uzbierało.

Ale jak wiadomo, gdzieś tam to wszystko ma swój koniec. Najpóźniej 2-go czerwca, kiedy to wsiądziemy do samolotu w Krakowie. Wtedy to przygotowania, bez względu na ich etap, dobiegną końca, gdyż zacznie się nasza wielka, wymarzona podróż!

META

Po powrocie (choć to na razie wydaje się nieskończenie daleką perspektywą), no cóż: wskakujemy w swoje dawne role i wracamy na studia i do pracy. Mamy nadzieję, że bogatsi o niezapomniane wrażenia, które będą nas napawać optymizmem przez następne lata.

CEL

Dzięki tej podróży chcielibyśmy poznać inne spojrzenie na świat, dotknąć, poczuć i zasmakować życia w najdalszych zakątkach świata. Ukłonić się różnorodności kultur i natury.

 

Ponieważ to właśnie ciekawość świata połączyła nas dwoje, chcielibyśmy również pokazać Wam wszystkim, iż warto podróżować i warto dążyć do spełniania marzeń, jakkolwiek błaho by to brzmiało. Najtrudniej jest wykonać ten pierwszy krok, ale jak już raz wprawi się tę maszynę w ruch – często rozpędza się ona sama, własną siłą.

I wierzcie nam, nawet by okrążyć glob, nie trzeba być ani bogaczem, ani wyczynowcem.

 

Ponadto planujemy odbyć trekking każdą możliwą trasą przez wszelkie napotkane po drodze góry, wzniesienia i kaniony oraz pływać we wszystkich trzech oceanach.

Dodatkowo mamy własne, oddzielne cele:

  • Mlong chciałaby jak najbliżej poznać i opisać wybrane mniejszości religijne w poszczególnych krajach.
  •  Clong chciałby po drodze zgłębić wszelkie możliwe tajniki kulinarne, by móc serwować egzotykę na rodzimym stole po powrocie. (Mlong pakuje węgiel.)